Bill and Tom Kaulitz Twincest

Bill and Tom Kaulitz Twincest

03 października 2013

10. Walka na słowa.


Tom

Całą noc nie spałem. Co mnie podkusiło, żeby mówić takie rzeczy… Po co ja w ogóle tam do niego poszedłem? Sam jestem sobie winien. Co do jednego jestem pewien, rzeczywiście dostaje przy nim małpiego rozumu. Przecież ja nie jestem gejem!
Leżałem w łóżku i patrzyłem w sufit. Ale tak właściwie to co czułem, kiedy zobaczyłem tego gacha kiedy go obłapiał? Zamknąłem na moment oczy. Cała scena stanęła mi przed oczami. Natychmiast poczułem przemożną chęć wyrwania temu pedałowi jaj razem z korzeniami. Czy to jest właśnie zazdrość? Byłem zazdrosny o Billa? Ale jakim cudem… Co się ze mną porobiło? Przecież nigdy wczesniej nie reagowałem tak nawet na, jak to mówią laski, najlepsze ciacho. W ich mniemaniu, oczywiście. Może naprawdę to wszystko przez to, że on po części wygląda jak dziewczyna…
Przewróciłem się na drugi bok. Z westchnieniem stwierdziłem, że z pewnością nie zasnę. Kto to widział, Tom Kaulitz marzy o facecie! Bo taka była prawda, myślałem o nim non stop, rano, wieczór, we dnie, w nocy. Zawsze. On był w moich myślach zawsze. Tylko kiedy był gdzieś w polu widzenia, przestawałem myśleć. Ale wytłumaczyć to można tym, że on w takich momentach był po prostu obok. Mogłem na niego patrzeć i udawać, że wszystko jest w porządku. A nie jest…? Przecież zakochanie to normalna rzecz… Przecież chłopak może zakochać się w chłopaku… Nie, kiedy przez całe życie bzykał laski. No, może jeszcze nie bzykał, ale sex oralny nie jest mi obcy. Z każdej strony, ma się rozumiec. Nie wyobrażałem sobie, żebym tak nagle miał się przerzucić… Ale z drugiej strony, już o tym wspominałem, że dziewczyny uczęszczające do naszej szkoły w ogóle mnie nie kręcą. Co jest co najmniej dziwne, bo są tu takie, które kiedyś nie omieszkał bym poderwać. A teraz ich miejsce zajął Kaulitz. Jak ja nienawidzę tego, że on nazywa się tak samo jak ja!
Kiedy wstałem rano, wyglądałem jak potwór. Blady jak śmierć, worki pod oczami… o dredach nie wspomnę. Jakoś tego dnia z trudnością je ujarzmiłem. Powyginane, powykręcane przerażony jakbym szedł na szubienice. On na pewno będzie i będzie chciał mnie dopaść. A co ja mu powiem? W końcu stwierdziłem, że moje słowa można wytłumaczyć w bardzo łatwy sposób. Po prostu mnie podpuścił. Wciąż tylko pytał ‘Ale dlaczego, ale dlaczego?’ Każdy by w końcu palnął coś głupiego.
Do tego ten cały menadżer… Gdyby nie Bill na pewno bym się tam wkręcił. A tak… Kurde! Dupa. Aż mnie swędzi, żeby tam iść. Ale nie chciałbym przyczynić się do kolejnej miliardowej z kolei smutnej miny Billego… Ale chyba nie zaszkodzi, co? Najwyżej, jeśli będzie mi szło lepiej od niego, celowo coś sknocę. Dobra, mogę być wspaniałomyślny, ale całkiem odpuszczać też nie muszę. Po prostu, sprawdzę czy mam o czym marzyć. Jeśli będę musiał coś sam spartolić na rzecz Czarnego i tak będę wiedział, że jestem dobry. Tak więc postanowione. Muszę tylko jakoś wydębić od Billa numer telefonu tego gościa. Ale jak to zrobić, żeby on się nie zorientował? Dobra, myśleć będę potem, teraz musze jakoś przed nim czmychnąć.
Stałem już pod drzwiami klasy, otoczyłem się znajomymi, pomiędzy którymi znajdowała się również tamta inteligentna laska. Miała obrażoną, lekko mówiąc, minę i nie odzywała się do mnie. Kurde, księzniczka! Obrażona na cały świat i pół Ameryki. Ale co mnie to obchodzi. Mam większy problem, który właśnie pojawił się na końcu korytarza. Wziąłem głęboki oddech i nakazałem sobie w myślach wziąć wszystko na luzie. Z boku może to nawet wyglądało wiarygodnie. Ale w środku wszystko mnie skręcało.
Zrobił to co zwykle robił, przyszedł i usadowił się pod ścianą kawałek od wszystkich. Nawet na mnie nie spojrzał. Odetchnąłem po kryjomu, może sobie odpuścił. Potem musiałem już tylko zmusić się, żeby bez żadnego przypału koło niego usiąść, tak jak zwykle. Myślę, że jakoś mi się to udało, chociaż dostrzegłem nikły uśmiech na jego twarzy. Lekcja angielskiego biegła leniwie, a ja już nie mogłem wytrzymać. Wydarłem znowu kartkę z zeszytu i napisałem.

‘I co, umówiłeś się z tym gościem na przesłuchanie?’

Podałem mu dyskretnie jak zawsze karteczkę i wbiłem wzrok w nauczycielkę. Kontem oka zauważyłem jak zaczął pisać.

‘Tak, bo co?’

Otrzymałem odpowiedź.

‘Nic, tak tylko pytam.’

Jak ja mam to od niego wyciągnąć?

‘Aha.’

Tylko tyle.

‘Umówiłeś się już konkretnie na kiedy?’

Próbowałem nie dać się złapać na tym, że mnie też to interesuje. Zerknął na mnie.

‘A co cie to tak zaczęło interesować?’

Niby zwykłe pytanie, ale wyczułem w nim lekki bunt. Chyba naprawdę mu na tym bardzo zależy.

‘po prostu.’

Napisałem tylko.

‘Lepiej od razu się przyznaj, że też chcesz brać w tym udział.’

Skubany.

‘A co, przeszkadzałoby ci to?’

Ciekawe…

‘Nie.’

Jasne.

‘Na pewno.’

Spojrzeliśmy na siebie.

‘Przestań się wydurniać i po prostu poproś.’

Co takiego?

‘O co?’

Taki mądry, kurde. Zauważyłem, że się uśmiechnął.

‘O numer. Skarbie.’

Wywaliłem oczy.

‘Skoro tak bardzo chcesz się nim ze mną podzielić, to wezmę z wielką chęcią.’

Głupie, wiem. Parsknął śmiechem.

‘powiedziałem, poproś.’

Spojrzałem na niego z mordem w oczach.

‘Nie powiedziałem, że jakoś szczególnie go potrzebuję.’

Próbowałem się jakoś wybronić.

‘Motasz się. Weź się ogarnij i przyznaj przed samym sobą, że cię pociągam xD’

Po raz drugi wywaliłem na to oczy.

‘Kpisz sobie? Żaden facet mnie nigdy nie pociągał.’

Zdenerwowałem się, lekko mówiąc.

‘No to właśnie zaczął.’

Odetchnąłem głęboko.

‘Na podstawie czego to wnioskujesz, że przez przypadek coś palnąłem co w ogóle nie jest prawdą? Podpuściłeś mnie tym swoim DLACZEGO, każdy głupi w końcu by coś palnął.’

Oddałem mu kartkę.

‘ Może i coś by palnął, ale takie rzeczy wali się tylko wtedy, kiedy rzeczywiście mają miejsce. Zakochałeś się, koteczku! xD’

Prychnąłem cicho.

‘Ubawiłeś się już? To dawaj ten numer.’

Wkurzony już byłem jak nic.

‘poproś.’

Kurwa.

‘Przecież proszę.’

Co za człowiek!

‘Nie prosisz, żądasz.’

Sapnąłem zły.

‘Daj i będzie po sprawie.’

Podałem mu kartkę.

Nie dam, dopóki nie poprosisz.’

Ja pierdole.

‘Dobra, kurwa. Proszę.’

Kilka osób już na nas patrzyło. Na moją wściekła minę, i rozbawioną twarz Billa.

‘Ładnie poproś.’

Ja cież piernicze! Przecież porosiłem, nie?!

‘Przecież proszę ładnie.’

Jak teraz znowu coś napisze…

‘To ‘kurwa’ nie było ładne. ;)’

Aż warknąłem. Już ja mu pokażę.
Do końca lekcji zostało 15 minut. Nie odpisałem mu już nic, a on tak jak zawsze siedział z oczami wbitymi w tablicę. W tej Sali siedzieliśmy na samym końcu on pod ścianą, więc… Nikt na pewno nie zauważy tego co zaraz zrobię. Aż mi się morda uśmiechnęła.
Wciąż patrząc na nauczycielkę w wielkim skupieniu, położyłem delikatnie swoją dłoń na udzie sąsiada. Poczułem jak drgnął. Uśmiechnałem się wciąż patrząc na nauczycielkę.
W najmniej oczekiwanym momencie zacisnąłem mu rękę na kroczu. Aż pisnął. Zacisnął zęby, żeby nie wydać z siebie żadnego innego dźwięku. Starał się miarowo oddychać, bawiło mnie to jak nic. Zerknąłem na niego, był czerwony jak burak.
Zaczałem rytmicznie uciskać go i aż zarechotałem cicho kiedy poczułem jak rośnie. Chwilę potem Bill wcisnął mi w rękę wizytówkę tego faceta a po chwili dostałem karteczkę.

‘Zboczeniec.’

Uśmiechnąłem się.

‘Co, nie podobało się? xD’

Podałem mu ją z powrotem.

‘Zapytaj lepiej siebie, czy tobie się podobało.’

Tu mnie zabił. Usiadłem z nogą na nodze i postanowiłem do końca zajęc go ignorować. Inteligent się znalazł zasrany.
Ale jednak miał rację, patrząc po tym, jak w moich gaciach też zrobiło się nieco zaciasno.

02 października 2013

9. Odwiedziny.


Bill.

Kiedy się obudziłem łeb bolał mnie tak jakbym wypił hektolitry wódki. A przecież zamówiłem sobie tylko jednego drinka. I to jeszcze z popitą. I nie miałem zamiaru pić nic więcej. Nie wiem co się działo potem jak dostałem tą małą szklaneczkę. To znaczy coś tam wiem. Pamiętam, że siedziałem sobie przy ladzie i podszedł do mnie jakiś koleś… nawet przystojny. Co ja mówię, był boski! Ale tylko z zewnątrz. Znam się na ludziach. I wiedziałem, że jemu tylko jedno w głowie już w momencie kiedy się do mnie przysiadł. Od razu uświadomiłem go że nie interesuje mnie toaletowy seks. Po za tym… tak naprawdę to głowę miałem pełną Toma, nie myślałem o niczym zbereźnym. Chociaż prawdę powiedziawszy miałem chcicę jak nic. Dawno nic nie było. Dwa lata to chyba dawno, co nie?
Miałem chętkę, ale nie na nieznajomego. Wciąż wyobrażałem sobie jakby to było z Tomem… Jak to jest czuć go w sobie. Na pewno jest nieziemsko. Ile ja bym dał, żeby choć raz…!
Dobra, bez przesady. Swojej dupy byle komu nie oddam. Tyle, że to nie jest byle kto i to wlaśnie jest problem. Bo Tom to pocieszenie dla mojej duszy. Nie wiem dlaczego, ale kiedy przez krótka chwilę je stem obok niego wszystko co mnie trapi znika. Czuję się szczęśliwy. Co jest rzadkością.
Tylko tyle pamiętam z tego wieczoru. Dalej czarna dziura. Nie pamiętam nic i nie pamiętam co się działo. Ani jak tu trafiłem. I ten ból głowy… Koszmar.
Wolę nie myśleć o tym co mogłem robić w stanie upojenia. Mam tylko nadzieję, że ten zbok mnie nie przeleciał. Chociaż nic szczególnego nie czuję to pewności nie mam. Mógł mnie co najmniej zmusić, żebym mu obciągnął. Nie musiał od razu pchać się w dziurę. Bałem się trochę, że coś takiego się stało. Ale nie czułem się brudny… Nie czułem nic co mogłoby mnie zaalarmowac. Może jednak leżałem sobie gdzies w koncie i nikt nie zwracał na mnie uwagi.
Nie długo jednak dowiedziałem się wszystkiego.
- Bill, synku! – usłyszałem głos mamy z dołu. O wiele za głośny jak mi się zdawało. – Masz gościa! – nawet się nie ruszyłem. Kto niby mógłby tu przyjść? Ostrożnie przewróciłem się na bok przodem do ściany nie przejmując się niczym. Po chwili drzwi otworzyły się. Na szczęscie nie wydały z siebie żadnego dźwięku. Cisza. Czekałem, aż ten ktoś się odezwie.
- Jak się czujesz? – usłyszałem w końcu i odwróciłem się ostrożnie zważając wciąż na moją obolałą głowę. Chyba śnię… Przede mną stał Tom i trzymał butelkę wody mineralnej. Spojrzałem na nią i porwałem mu ją natychmiast. Wydoiłem od razu połowę. – Hej, zaczekaj! Tu masz tabletkę przeciwbólową… - ją również mu porwałem i wypiłem resztę wody. Boże, nie wiedziałem, że aż tak chciało mi się pić. – No więc, jak się czujesz? – powtórzył swoje pytanie. Zerknąłem na niego.
- Jakbym wpadł pod kombajn. – bąknąłem ochrypłym głosem. Westchnąłem. Usłyszałem, jak zachichotał. – Bardzo smieszne. – mruknąłem i odwróciłem się do niego.
- No nie, masz rację, to nie jest śmieszne. A przynajmniej nie było wtedy w barze. – powiedział Tom. Spojrzałem na niego uważnie. – Pamiętasz cokolwiek? – zadał kolejne pytanie.
- Eee… - bąknąłem znowu. – Pamiętam, że siedziałem przy ladzie i zamówiłem sobie drinka z popitką… A potem dosiadł się do mnie jakiś napalony koleś, kazałem mu spadać… - zawiesiłem głos robiąc głupią minę.
- A potem?
- A potem nic. – powiedziałem przytulając się do swojej poduszki.
- Dalej już nic nie pamiętasz? – zapytał nieco obcesowym tonem. Przestraszyłem się trochę.
- Zrobił mi coś? – wyszeptałem patrząc na niego. Zrobił kwaśna minę. Poczułem jak coś ściska mnie w żołądku. – Co…
- No, spokojnie, nie zrobił ci nic nadzwyczajnego… Chyba, że nadzwyczajne jest to jak cię obmacywał. – wywaliłem na niego oczy.
 - Jak obmacywał?! – przeraziłem się.
- No… Kiedy w końcu dopatrzyłem się ciebie w tłumie, siedziałeś na nim okrakiem, a on chyba przelizał ci całą szyję. Przysysał się do ciebie jak odkurzacz. I na sam koniec wsunął ci łapy pod bluzkę. Wtedy postanowiłem, że koniec tej zabawy i zabrałem cię stamtąd. – odetchnąłem. A więc nie stało się nic strasznego. Z tym to ja mogę sobie jakoś poradzić…
Ale i tak jęknąłem z rozpaczy ukrywając twarz w dłoniach. Po chwili wstałem i zacząłem się kierowac na chwiejnych nogach w stronę łazienki.
- A ty dokąd? – usłyszałem za sobą. Zerknąłem na niego.
- Pod prysznic. Czuję się brudny… musze to z siebie zmyć. – powiedziałem odruchowo otrzepując sobie ramiona z krzywą miną.
- Nigdzie nie pójdziesz! Żebyś się utopił, co? – wsparł swoje ręce na biodrach. – Jeszcze nie wytrzeźwiałes do końca i pójdziesz do wody!
- Tom, źle się z tym czuję… - wyjąkałem.
- To ja ci pomogę poczuć się lepiej. – wymruczał mi do ucha. Nagle znalazł się przy mnie, położył mi ręce na biodra i staliśmy tak przez moment patrząc sobie w oczy.
Usiadł na moje łózko pociągając mnie na siebie. Wylądowałem na nim okrakiem.
- Tak na nim siedziałes… - wyszeptał patrząc na mnie. Wstrzymałem na moment oddech.
- Co robił potem? – wydusiłem z siebie.
- Potem robił to… - powiedział i zaczął całować moją szyję. Nie robił tego byle jak, odgarną mi wlosy na drugie ramię i całował namiętnie. Przechodziły mnie ciarki. Bezwiednie odchyliłem bardziej głowę, żeby miał do mnie lepszy dostęp. Westchnąłem cicho. – Kiedy on to robił nie siedziałes tak cichutko. – usłyszałem jak znów szepcze mi do ucha.
- A… co robiłem? – również wyszeptałem cicho.
- Próbowałeś mu uciec. Ale gnój dosypał ci czegoś do drinka i krótko mówiąc nie byłes w stanie. – wyszeptał a potem znów zaczał całować skóre na mojej szyi. Zaciągnąłem się powietrzem i przyciągnąłem go bardziej do siebie.
- Tommy… - wyrwało mi się. Odsunął się odrobinę i spojrzał na mnie.
- Coś nie tak? – zapytał.
- Nie… wszystko jest jak najbardziej tak. – odparłem. Uśmiechnął się.
- Później zrobił coś takiego… - szepnął znów i przywarł do moich ust. Natychmiast oddałem jego pocałunek. Chwyciłem jego twarz delikatnie w dłonie i całował tak czule jak tylko mogłem. Wtedy wsunął mi ręce pod t-shirt. Mruknąłem cicho z przyjemnością. W tej samej chwili okręcił się i położył mnie delikatnie na moim własnym w łóżku, a sam usadowił się nade mną. Przez ten czas ani na moment nie oderwał się od moich ust. Spojrzeliśmy znów na siebie.
- To też zrobił? – zapytałem unosząc jedną brew do góry.
- Nie, to już mój osobisty udział. – powiedział uśmiechając się.
- Ach, tak… - mruknąłem. Wciąż spoglądałem na jego kolczyk w wardze. Polizałem go nie mogąc się powstrzymać i wtedy on wsunął mi język do gardła. Mruknąłem z aprobatą.
Zaczęliśmy się mocno całować. Już całkowicie mnie pozbadł. Utraciłem swoją wole, miał mnie całkowicie w garści. Godziłem się na wszystko. Gdyby chciał, mógłby mnie tu nawet zerżnąć. Z reszta sam rozłożę przed nim nogi…
- Tom! – sapnąłem mu w usta przyciągając go mocniej do siebie. Jego ręce błądziły po mojej klatce piersiowej, co jakis czas zakrywały moje sutki i pieściły je. Było bosko… Zacząłem podwijać jego szeroką bluzkę z zamiarem pozbawienia go jej, ale wtedy…
- Bill, wolnego… - powstrzymał mnie. Spojrzałem na niego z niezrozumieniem. – Nie przyszedłem cię tutaj przelecieć…
- Więc po co? – zapytałem z obrazą w głosie. Najpierw doprowadza mnie do wrzenia, a teraz co? Tak po prostu, ‘wolnego’…
- Chciałem zobaczyć jak się czujesz…
- Więc po co to wszystko zaczynałeś! – odepchnąłem go ze złością. Pajac. – Zrobiłes to specjalnie. – mruknąłem poprawiając sobie włosy.
- Nie, nie zrobiłem tego specjalnie. – powiedział, a w jego głosie dało się usłyszeć nutkę irytacji. – Zrobiłem to bo przy tobie dostaję małpiego rozumu. – spojrzałem na niego.
- Co proszę?
- To co słyszałes. – powiedział nieco zmieszany.
- No chyba coś źle usłyszałem…
- Wszystko dobrze usłyszałes. Głupieję przy tobie. – powiedział dobitnie i… jego policzki pokrył delikatny rumieniec.
- Zadłużyłeś się? – zapytałem zdawkowo zerkając na niego z ukosa.
- Chyba oszalałeś! – wypalił zanim ugryzł się w język. Zaraz jednak zaczął się reflektować. – To znaczy…
- Uważasz, że we mnie nie można się zadłużyc, tak?! – fuknąłem od razu.
- Nie, skądże, nie to miałem na myśli! – krzyknął zaraz. – Oczywiście, że można się w tobie zadłużyć, w tobie można się zakochać! – tego się nie spodziewałem.
- Tak? A niby skąd to wiesz?
- Co? – zapytał głupio.
- Że we mnie można się zakochać? – uściśliłem.
- Po prostu wiem! W każdym można się zakochać. – powiedział czerwieniąc się jeszcze bardziej.
- Ale dlaczego TY uważasz, że można się zakochać we MNIE? – nie odpuszczałem.
- No bo tak…
- Ale dlaczego?
- No bo tak!
- No, ale dlaczego?!
- BO SAM SIĘ ZAKOCHAŁEM!! – walnął.
Zaniemówiłem. On się zakochał…? We mnie…? To jakiś żart?
- Żartujesz sobie ze mnie. – powiedziałem po chwili cicho spuszczająć wzrok na podłoge. Pokręcił głowa na ‘nie’, a potem raptownie wstał.
- Musze już iść. – i skierował się do wyjścia z pokoju.
- Tommy, zaczekaj! – złapałem go za rękaw.
- Puść mnie, musze wracać do domu. – powiedział tępo.
- Nie uciekaj, bo to i tak nic nie da, wygadałeś się! Nie uciekniesz przed tym, a już na pewno nie przede mną. – powiedziałem stojąc przed nim i patrząc na niego.
- Nie uciekam, po prostu musze już iść. – powiedział po chwili nawet na mnie nie patrząc, po czym wyszedł.
Ja natomiast z powrotem usiadłem na swoim łózku. I nawet głowa mnie już nie bolała.


01 października 2013

8. Wycieczki ciąg dalszy


Tom

Tego już za wiele, jak na mnie. To co miało miejsce dnia wczorajszego przechodzi naprawdę ludzkie pojęcie. A w tym nieograniczona niczym głupota naszej klasowej koleżanki. Ale od początku.
Tak jak było ustalone, przez dwa dni zwiedzaliśmy to całe muzeum. Nie było tam nic ciekawego, nie rozumiem czym oni wszyscy się tak tam zachwycali. Przecież to tylko kawałek płótna i kilka kolorowych farbek. Nic więcej. Ale pocieszałem się, że już trzeciego ostatniego dnia będziemy mogli wybrać się do jakiegoś baru. Miałem ogromną ochotę napić się czegoś dobrego. Piwo na początek, potem się zobaczy co dalej. Ale nie mogliśmy się przecież urżnąć. Nasza wychowawczyni jest naprawdę bardzo wyrozumiała, ale ma swoje granice. Co powiedziała nam zostawiając nas przed klubem. Całą klasą weszliśmy do środka. Grała nawet całkiem niezła muzyka. Rock, a to to ja lubię.
Usiedliśmy gromadą w jednym z boksów. Dość spory stolik owinięty z trzech boków skórzaną kanapą. Po zaledwie kilku minutach każdy miał przed sobą drinka, albo szklankę z piwem. Ja z resztą też szybko zaopatrzyłem się w coś podobnego. Nie chciałem się nachlać, ale tylko poprawić sobie nastrój. Ale za niedługi czas okazało się, że będzie to co najmniej niemożliwe.
Siedzieliśmy tak wszyscy razem pogrążeni w rozmowie. Minęła może godzina, a ja dopiero wtedy zorientowałem się, że coś jest nie tak. Do knajpy całą klasą. Kiedy sadowiliśmy się przy stoliku nic nie zmąciło mojego przekonania. Teraz jednak to zauważyłem. Przy naszym stoliku nie było Billa.
Czy on jest nienormalny, pomyślałem. Przecież w tym barze to on się co najmniej zgubi. Wątpię osobiście, tak szczerze mówiąc, czy on kiedykolwiek był w Lipsku. Sam czy nie sam, to nieważne. Jeszcze raz przebiegłem po wszystkich mi znajomych twarzach i nie było go z nami. Bar był pełny ludzi, rozejrzałem się, ale niczego nie zauważyłem. Nigdzie nie mogłem go dojrzeć. Razem z nami siedzieli tak zwani przez wszystkich G&G, czyli Gustav i Georg. Nazwani zostali tak przez wzgląd na pierwsze litery swoich imion. Takie same G. Ten drugi, którego poznałem już pierwszego dnia w nowej szkole spojrzał na mnie.
- Co jest, Tommy? Nagle spochmurniałeś. – był spoko gościem. Chyba jako jedyny nie patrzył na mnie z politowaniem, kiedy próbowałem jakoś dobić się do Billego. Gustav sam w sobie też uważał to za stratę czasu, ale też siedział cicho. Nie gadał głupot typu ‘Daj spokój, Tommy, tracisz czas.’ Albo ‘Tommy, chodź lepiej z nami, moja przyjaciółka chciałaby posłuchać jak grasz!’. Tak. Głupie teksty głupich lasek.
- Ach… - odpowiedziałem z kwaśną miną. – Bill zniknął z pola widzenia. – mruknąłem. Reszta uśmiechnęła się z politowaniem i wróciła do poprzednich zajęć, czyli rąbania dup nauczycielom. Gustav jak zwykle nie powiedział nic. Ale Georg sam teraz rozejrzał się po wszystkich i po okolicy.
- Rzeczywiście… - mruknął w odpowiedzi. – Myślałem, że usiadł z nami, widziałem przecież jak z nami wchodził… Nie zauważyłem, że go nie ma. – dodał z lekko skwaszoną miną nadal rozglądając się dookoła. Ja również patrzyłem po ludziach. Coś czułem, że on nie znajduje się w miłym towarzystwie.
Minęło raptem może jakieś pięć minut, gdy koleżanka siedząca obok mnie krzyknęła podskakując. Była już nieźle wstawiona. A mieliśmy nie chlać.
- Patrzcie! – pokazała palcem w określonym kierunku. – To Kaulitz! – piszczała i dławiła się śmiechem. Od wódki rozum krótki, moi państwo. – Chyba nieźle się bez nas bawi! – znów śmiech. Popatrzeliśmy tam wszyscy. Reszta dziewcząt też zaczęła chichotać, ale chłopacy, a już zwłaszcza GG, wywalili oczy na wierzch. Ja osobiście zbierałem swoje gały z ziemi. Przy ladzie kilkanaście metrów od nas na jednym z krzeseł barowych siedział jakich gościu. A u niego na kolanach okrakiem do niego siedział Bill. Gość na oko kilka lat od nas starszy przytrzymywał go sobie na kolanach, żeby mu nie spadł i całował go raz po raz po szyi, a potem przysysał się do jego ust niczym odkurzacz marki Zelmmer.
Coś tu było bardzo nie tak. Zdążyłem już nieco poznać naturalne zachowania Billa i on NIDGY nie zachowywał się TAK. Chwiał się i leciał mu z rąk. Jakby omdlewał. Ale coś mi się wydawało, że bynajmniej nie z przyjemności. Chaotycznymi ruchami rąk próbował mu się wyrwac, ale nie miał na to sił. Facet wciąż go do siebie przyciskał, aż w końcu wsadził mu jedną rękę pod t-shirt. Tego było już za wiele.
Poderwałem tyłek z siedzenie i już miałem tam iść, gdy ktoś znów się zaśmiał. Spojrzałem na laskę siedzącą obok mnie.
- Dałoby się z tego nakręcić niezły porno!! – inne zawtórowały jej śmiechem. Ich głupota mnie powalała.
- Z czego się smiejesz, lamo! On go tam za chwilę zgwałci! A ten nawet tego pamiętał nie będzie! – powiedziałem patrząc na nią jak na idiotkę.
- Jak nie będzie pamiętał, nie będzie miał problemu. – zaśmiała się znowu. Prychnąłem mierząc ją od góry do dołu. Spódniczka mini i wydekoltowana bluzka.
- Wiesz co? Jeśli chcesz, możesz teraz wejść na ten stolik, zwalić te gacie, których i tak pewnie nie masz, wypiąć się i pozwolić się wyruchać wszystkim tu siedzącym zbokom. Ale ja nie pozwolę zrobić tego samego jemu. – wstałem od stolika zostawiając wszystkich w szczerym zdumieniu. Przepchałem się szybko przez tłum czując tylko jedno; wściekłość. Że ktoś śmiał go dotknąć. Stanąłem naprzeciw gościa, który bez żadnych skrupułów obmacywał Billa.
- Kolega raczy wybaczyć. – powiedziałem głośno. Obaj na mnie spojrzeli. Gościu ze złością, że mu przerwano (bo jemu się wydawało, że jest bezkarny, albo co najmniej niewidoczny) a Bill… I wtedy już było dla mnie jasne. Ten pedał coś mu dosypał do drinka. Billy patrzył na mnie mętnym wzrokiem, oczy miał szkliste. I był bledszy niż zwykle.
- Czego?! – warknął. – Ślepy czy co? Nie widzisz, że jestem zajęty?!
- Owszem, widzę. – powiedziałem chłodno łapiąc Billa za ramię. – Tak się składa, że to mój facet i wara komukolwiek go dotykać! – dodałem pociągając go do siebie.
- Twój facet? – zaśmiał się. – Jakoś cię z nim wcześniej nie widziałem.
- Korzystałem z wuceta, a ty jak widze, masz bardzo lepkie łapy. Sam zeżryj to co mu wsypałem, zanim nie pójdę z tym na policję. – wywarczałem nachylając się do niego. Nic już nie powiedział, a ja sam miałem go w dupie.
- Chodź, Billy… - szepnąłem łapiąc go i prowadząc do wyjścia. – No, już, skarbie… - skąd mi się to wzięło?
Bill spojrzał na mnie tak… Tak jak w tym snie. Tak samo przymrużone powieki, lekko rozchylone usta… I te włosy… Był naprawdę sexy. Nie dziwiłem się już, że ten koleś się koło niego zakręcił. Może wcześniej kazał mu spadać, ale ten ani myślał się poddawać? Pełno teraz takich zbokoli.
Wyszliśmy z baru na powietrze i jeszcze bardziej go ścieło. Przelewał mi się przez ręce, ledwo go utrzymałem.
- Bill, słońce… - wystękałem. – Ruszaj się trochę sam…
Ulicą przechodził jakiś mężczyzna. Zauważył nas i zatrzymał się natychmiast. Poprosiłem go żeby pomógł mi go dociągnąć do autokaru, na pobliski parking. Pomógł nam i nawet o nic nie pytał. Kierowca wyleciał z autokaru lekko wystraszony.
- Co mu się stało?!
- Jakiś obcy debil wsypał mu coś do drinka… pomoże pan…? – wyjaśniłem krótko.
- Jasne. – powiedział i wciągnęliśmy go do środka. – Chyba nawet wiem co było dalej. – mruknął patrząc z troską na Billego.
- Niech się pan nie martwi, przerwałem mu w najbardziej stosownym momencie. Był tym bardzo nie usatysfakcjonowany. – kierowca mruknął coś tylko i zostawił nas na tyłach autokaru. Posadziłem Czarnego na siedzeniu pod oknem i uchyliłem lekko szybę, żeby miał stały dopływ świeżego powietrza. Chyba już całkiem nie kontaktował. Bałem się, żeby nic mu się nie stało. Ale po chwili odezwał się, pozostawiając na zimnej szybie obłoczek pary z ust…
- Tommy… Masz czasem takie uczucie, że gdzieś w świecie żyje ktoś, kto zdaje się być takim twoim klonem? Kiedy patrzysz w nocne niebo czujesz na nim ten wzrok? Jakby ktoś wydarl ci cząstkę ciebie samego… - mówił szeptem, ale doskonale go rozumiałem. I byłem w szoku. Że on też czuje coś podobnego. Nie wiedziałem co powiedzieć, więc milczałem. – Bo ja tak właśnie się czuję. Jakby ktoś odebrał mi część samego siebie… Czuję, że czegoś mi brakuje. Bez tego czuję się pusty w środku. – spojrzałem na niego. Teraz odwrócił twarz w moją stronę i patrzyliśmy sobie prosto w oczy.
- Dlaczego o to pytasz? – wychrypiałem.
- Bo chciałbym wiedzieć, czy ktoś jeszcze oprócz mnie też to czuje. Czy naprawdę jestem nienormalny… - spuścił wzrok na moje kolana.
- Nie jesteś nienormalny. Ja też czuję coś podobnego. A jeśli to jest nienormalne to oboje jesteśmy walnięci. – uśmiechnąłem się lekko do niego. Odwzajemnił mój gest i pogładził mnie po policzku.
- Przy tobie to uczucie znika. Nie ma go. Na przykład teraz… Czuję, że mam wszystko czego mi potrzeba… Nie wiem dlaczego tak jest, ale…
- Cii… - położyłem mu palec na ustach. Popatrzyłem na niego, a po chwili złączyłem nasze usta w czułym pocałunku.
Pewnie i tak nie będzie tego pamiętał… ale ja czuję dokładnie to samo.

30 września 2013

7. Wycieczka



Tom

Kolejne dni w szkole były czymś czego nie życzę nikomu. Czułem się tak jakbym popełnił jakąś zbrodnię. Sam właśnie tak uważałem, ale nie dla tego, że z boku mogłoby to wyglądać jak gwałt na tym chłopaku, ale dla tego, że ja przecież nie jestem żadnym pedałem! Jak to się mogło stać, że z taką lubością mu zwaliłem? Bez mrugnięcia okiem. Po prostu zabrałem się za jego przyrodzenie doprowadzając go na sam szczyt. Jakbym normalnie stracił rozum! Gdyby ktoś się o tym dowiedział chyba bym umarł. Ze wstydu. Jak już za pewne mówiłem, nie mam absolutnie nic do gejów czy lesbijek, ale sam do nich nie należę. W życiu! Nigdy w życiu nie nazwę siebie gejem. Ale fakt pozostaje faktem, że jak mamę kocham, ten gość działa na mnie jak jakieś prochy. Kompletnie tracę przy nim jakikolwiek zdrowy rozsądek. Co przykładem było właśnie tamto… zdarzenie, że tak to nazwę.
Kompletnie nie mam pojęcia jak się do tego odnieść. Bill sam w sobie nie wykazuje niczego szczególnego w związku z tamtą przygodą. Zachowuje się tak jak zawsze, cichy, gapi się na lekcjach bez przerwy w ścianę, a na mnie nie zwraca najmniejszej uwagi po prostu. Zaczyna mnie to powoli wkurzać. Może on to robi specjalnie? Ale co on chce tym osiągnąć? Przecież nic nas nie łączy. Sam powiedział, że do niczego mnie to nie zobowiązuje. Owszem, powiedziałem, że chciałbym się z nim zaprzyjaźnić. Ale skoro on tak mnie traktuje to ja nie będę się nie będę przesadnie wysilał. Nie to nie. A u mnie ‘nie’ zawsze znaczy ‘nie’. Nie będę się przed nikim płaszczył.
Tak postanowiłem sam udawać, że go nie ma. Chyba jednak nie bardzo się tym przejął. Jakby w ogóle nie zauważył tego, że przestałem go zagadywać, szczypać po kryjomu na lekcjach pod ławką, i pisac do niego te wszystkie durne karteczki. Przestało mi zależeć. Niech robi co chce.
Tydzień później nasza wychowawczyni powiedziała nam, że jest organizowana wycieczka klasowa. Oczywiście zgłosili się wszyscy chętni. O dziwo nawet Bill. Widac, jednak nie jest aż tak aspołeczny. Ale co mnie to obchodzi? Przecież powiedziałem, że już mi nie zależy. Wycieczka nie kosztowała sporo, ale jednak 150. Większość nie miala większych problemów z zapłatą. Kilku osobom, które nie mogły sobie pozwolić na taki jednorazowy wydatek nasza pani poszła na ustępstwo i zgodziła się zapłacić część teraz, a resztę po powrocie. Była naprawdę spoko. Tak więc pojechaliśmy.
Cały wyjazd miał trwac trzy dni, podczas którego mieliśmy zwiedzać jakies podobno ciekawe muzeum. Potem restauracja i obiad, a na końcu, w ostatni dzień mieliśmy czas tylko dla siebie i mogliśmy chodzic gdzie chcieliśmy. Wyjeżdżaliśmy do Lipska. Na pewno będzie super, pomyślałem z uśmiechem. Ale kiedy już tam zajechaliśmy tego umówionego dnia zdałem sobie sprawę, że nie będzie tak różowo. Pojąłem to w momencie, kiedy spostrzegłem pewnego gościa, który patrzył na Billa, kiedy weszliśmy do tego muzeum sztuki. Patrzył na niego wzrokiem, który na pewno mi się nie podobał.

Bill

Wycieczka wydawała mi się niezłym pomysłem. Miałem już dość tej wsi, wciąż tych samym widoków. Dlatego się zgłosiłem. Rzadko wyjeżdżałem ze wszystkimi a tak prawdę to nigdy. Teraz jednak uznałem, że fajnie by było coś pozwiedzać. Nawet to nudne muzeum sztuki. Musieliśmy stawić się na boisku szkoły za dziesięć siódma. Wtedy podjechał po nas autokar. Wsiedliśmy i każdy znalazł sobie swoje miejsce. Ja sam nie oglądając się na nikogo zająłem od razu pierwsze miejsce po lewej. Usiadłem pod oknem i od razu wlepiłem w nie oczy. Nie obchodziło mnie czy ktoś się do mnie dosiądzie. Jeśli tak nie ma sprawy, jeśli nie to nawet lepiej. Nie miałem ochoty wysłuchiwać głupich gadek jakiejś laski. Nie raz tak było, że ktoś się dosiadał, a potem zanudzał swoim monologiem. Aż nie zauważył w końcu, że w ogóle go nie słucham. Wtedy najczęściej koleżanka się obrażała i przesiadała do kogoś innego. A ja byłem jej za to bardzo wdzięczny. Nie ma to jak samotność. Przynajmniej czujesz się wtedy bezpieczny.
Na miejsce zajechaliśmy godzinę później. Kiedy wyskoczyłem na ulicę zobaczyłem piekny budynek w którym mieściło się muzeum, które mieliśmy zwiedzać przez dwa dni. Dzisiaj nie zdążylibyśmy oblecieć go całego. Pewnie i tak nie zdążymy, ale jednak coś tam zobaczymy. Jakiegoś Matejko albo da Vinci. Albo innego di Caprio.
Przechadzaliśmy się po korytarzach w małych grupkach. Ja szybko odłączyłem się od swojej i poszedłem swoją drogą. Lubiłem sam podziwiać takie rzeczy. Nie potrzebowałem głupich pisków głupich lasek. Własnie patrzyłem z bliska na namalowany obraz. Zachwycił mnie, w życiu nie namalowałbym czegoś takiego. Piękna kobieta siedząca na czymś w rodzaju tronu. W pięknej sukni w blond włosach. Ale pociągnięcia pędzla nie były takie zwykłe. Obraz składał się jak gdyby z takich ciapek. Domyślałem się, że na ten obraz poszło bardzo dużo farby.
Nagle usłyszałem kroki za sobą. Odwróciłem się i zobaczyłem kogos zupełnie obcego. Podszedł do mnie z uśmiechem wymalowanym na twarzy i spojrzał na obraz.
- Spodobał ci się? – zapytał. Miał całkiem miły głos. Wyglądał na jakieś 35 – 40 lat. Ubrany w garnitur, na pewno podoba się kobietom. Nie był jednak w moim typie. Do tego był grubo starszy.
- Tak, bardzo. – odpowiedziałem. Nie wdawałem się w żadną dyskusję. Po prostu stwierdziłem fakt.
- Nie znam się na tych wszystkim impresjonizmach, ale to bezspornie najpiękniejszy obraz w całym muzeum. Chociaż malarstwo nie ma nic wspólnego z tym czym na co dzień się zajmuję to również lubię tu przychodzić i podziwiać te wszystkie dzieła. – nic na to nie odpowiedziałem. Stosowałem własnie ta samą taktykę która stosowałem wobec wszystkich. Udawałem, że go słucham ale tak naprawdę w ogóle nie wiedziałem o czym on do mnie mówi. – Nazywam się David Jost, jestem menadżerem muzycznym. – to jednak do mnie dotarło. Zerknąłem na niego. – Nie dawno zakończyłem długoletnią współpracę z bardzo znanym zespołem. Obecnie szukam nowych młodych talentów. – popatrzeliśmy na siebie.
- Naprawdę? – zapytałem patrząc teraz na niego z nieukrywanym zainteresowaniem. Jeśli tak to może… uda mi się…
- Widze, że cię co najmniej zainteresowałem. – uśmiechnął się do mnie. – Masz jakieś zamiłowania?
- Ja… to znaczy… tak mi się wydaje, że… - zaczałem się jąkac. Facet popatrzył na mnie i znów się uśmiechnął.
- Grasz na czymś?
- N-nie… - uniósł jedną brew. – Ale ludzie mi mówią, że u-umiem dobrze śpiewać. – wydukałem znowu. Uśmiechnął się szerzej. Wygrzebał cos z kieszeni marynarki i podał mi to.
- Proszę, moja wizytówka. W obecnej chwili zatrzymałem się tutaj w Lipsku, skontaktuj się ze mną. Tutaj masz namiary, telefon, mail i wszystko inne. Jeśli się zdecydujesz możemy spotkac się ponownie i porozmawiac bardziej powaznie na ten temat. Mógłbym zorganizowac ci przesłuchanie i wtedy moglibyśmy nad czymś myślec. – wywaliłem na niego oczy.
- J-jasne, na pewno zadzwonię… Albo napiszę, na pewno! – zacząłem go gorączkowo zapewniac. Pan Bóg mnie chyba lubi…

Tom

Ten gościu mi się nie podoba. Szczerzył do niego zęby tak, że mogłem je wszystkie policzyć stojąc schowany za zakrętem. Dawid Jost… Nie słyszałem o nim. Szkoda, że nie mogłem dosłyszeć o czym rozmawiają. Ale Bill wydawał się być tym bardzo zaaferowany. Z początku traktował go z góry tak jak każdego a potem przebierał nogami w miejscu z podniecenia. Tylko czym on się tak podniecił? Postanowiłem się tego dowiedzieć.
Facet już miał odchodzić kiedy wyskoczyłem zza zakrętu.
- Co się tu dzieje? – zaatakowałem od razu. Nawet nie wiedziałem dlaczego, przeciez oni tylko rozmawiali. Albo AŻ. Żaden fagas nie ma prawa zbliżać się do MOJEGO Billa. Czyżbym był zazdrosny…?
Bill i facet spojrzeli od razu na mnie. zobaczyłem, że Billy trzyma coś w rękach.
- Dzień dobry. – powiedział facet unosząc brwi do góry. Zerknąłem tylko na niego i wyrwałem Willowi karteczkę z ręki. Menadżer muzyczny??? Moje oczy zrobiły się wielkie jak cebule. Chwilę potem Bill zabrał mi wizytówkę.
- Masz bardzo zwinne te rączki. – usłyszałem znowu faceta.
- Gram na gitarze, muszą być zwinne. – odparowałem.
- Oo, naprawdę? No to mam już dwóch kandydatów! – klasnął cicho w dłonie.
- Do czego? – zapytałem nie wiedząc o co chodzi.
- Twój kolega, jak mniemam, mówi, że umie śpiewać. Ty grasz na gitarze… A tak się składa że poszukuję nowych talentów. – spojrzałem na Billa. Patrzył na mnie uważnie. Chyba nie myśli, że będziemy o to rywalizować?
- Dziękuję, ale nie pisze się na to. – powiedziałem, a oni oboje wywalili na to oczy.
- Dlaczego? – zapytali oboje. Popatrzyłem na nich jak na głupków.
- Bo nie. Gram dla własnej przyjemnośći, nie po to żeby wciskać z tego wątłą kasę. – tak naprawdę to aż korciło mnie, żeby na to iść. Zawsze marzyłem żeby być członkiem jakiegoś znanego zespołu rockowego. Ale wiedziałem że Billemu naprawdę bardzo zalezy na tym, żeby coś mu z tego wyszło. Jeśli okazałbym się od niego lepszy… Nie chciałem, żeby znów poczuł się rozczarowany przez życie.
Pożegnaliśmy się z facetem i ruszyliśmy dalej.
- Dlaczego nie chcesz wziąć w tym udziału? – usłyszałem cichy głos Billa po kilku minutach. Spojrzałem na niego.
- A dlaczego ty chcesz wziąć w tym udział? – odbiłem piłeczkę. Zająknął się a potem powiedział
- Bo mi zależy. – wyzywający ton głosu. Uśmiechnąłem się.
- No to już wiesz, dlaczego ja nie chcę wziąć w tym udziału. – powiedziałem wciskając ręce w kieszenie. Przystanął na chwilę z niedowierzaniem wymalowanym na twarzy.
- Nie chcesz na to iść, bo mnie zależy? – dogonił mnie po chwili.
- Mniej więcej. – odpowiedziałem zerkając na niego. Prychnał.
- O co ci chodzi, Tom? Nie musisz być taki wspaniałomyślny. Jeśli ty wygrasz nie popłacze się. – zaczał znowu.
- Może nie. – znów odpowiedziałem. – Ale chciałbym po prostu widziec cię szczęsliwego. Nie non stop ze smutną mina i pustym wzrokiem. – wyparowałem mu i poszedłem sobie dalej, gdy on znów zatrzymał się  wół kroku.

29 września 2013

Brakujący Element Układanki. (19/?)

Bill.

Siedzieliśmy razem w salonie przed telewizorem w absolutnej ciszy. Od tego razu, który przeżyliśmy dwa dni temu unikałem jak ognia jakichkolwiek rozmów czy bliższych spotkań z Tomem. Wciąż bałem się, że coś się stanie. Byłem przekonany, że ten facet cały czas nas obserwuje i to bardzo uważnie. Może uznał, że dopóki traktuję go z góry będzie jeszcze siedział cicho. Właśnie, jeszcze... to znaczy ile? Nie wiedziałem czego się spodziewać, martwiłem się za każdym razem gdy Tom wychodził do sklepu. Kiedy wracał starałem sie nie okazywać żadnego niepokoju, ale kamień spadał mi z serca.
Próbowałem wtedy wyłapac z jego słów czy nie stało sie nic co najmniej dziwnego. Ale nigdy nie usłyszałem nic co miałoby wbudzić moją wrodzoną panikę. Nic się nie działo. W pewnej chwili pomyślałem sobie, że może już po wszystkim. Może temu gościowi chodziło tylko o tą kasę. Dostał i do widzenia, ma nas w dupie. Myślałem nawet, żeby powiedzieć o wszystkim Tommiemu i zacząć wszystko od nowa. Ale wciąż istniała obawa, że może jednak wciąż jesteśmy na muszce tego wariata. A Tom gdyby o tym usłyszał... Z pewnością nie zostawiłby tego dla siebie. Od razu zaciągnąłby mnie na policję. Tylko że tak naprawdę to byliśmy na straconej pozycji. Gdybyśmy poszli na policję musielibyśmy im wszystko powiedzieć, włącznie z tym co nas łączy... łączyło. Wciąż próbuję przestawić się na czas przeszły, ale kiedy on wciąż jest w pobliżu, nie potrafię. Chciałbym się do niego tulić tak jak przedtem. Gdybym tak sobie do niego teraz podszedł i wcisnął mu się pod ramię, uśmiechnąłby się tylko i przycisnął do siebie jeszcze bardziej.
Siedziałem w tym fotelu sztywny jak kołek, Tom rozwalił sie na kanapie i też wlepiał oczy w ekran. Nie leciało nic szczególnego. Wcinałem jogurt owocowy, starając się skupić na nim całą swoją uwagę. I ignorować wkurzające urywane dźwięki w TV, kiedy Tom bez przerwy przerzucał kanały. Co jakiś czas próbował mnie zagadywać, ale odpowiadałem mu tylko zdawkowo, półsłówkami, nie wdrażając się w temat.
Ignorowanie go szło mi dość dobrze biorąc pod uwagę to co robiliśmy wtedy w nocy. Na samą myśl o tym wciąż przechodzą mnie ciarki. Tym bardziej, że on zrobił coś czego nigdy wcześniej nie robił...

Kiedy skończył we mnie ja już nie miałem sił się powstrzymywać. Chwilę poźniej oboje ponownie daliśmy sie ponieść. 
Zrobiliśmy to jeszcze trzy razy, za każdym razem inaczej. Zlani potem leżeliśmy jeden na drugim, ja oczywiście pod nim. 
Całował mnie po twarzy, muskał ustami moje powieki, szyję, wszystko po kolei. Ja natomiast obejmowałem go nogami w biodrach a ręce same błądziły po jego ciele. Powoli sunąłem dłońmi po jego plecach co jakis czas zaciskając je na jego tyłku. 
Po chwili zaczął schodzić z pocałunkami niżej i niżej... Mruczałem cicho pod nosem jak kotek, do momentu, aż nie zorientowałem się w którym kierunku on zmierza. Spojrzałem na niego spod przymkniętych powiek. Z usta wyrwał mi się cichy jęk kiedy poczułem jak przeciaga językiem po mojej pachwinie. 
- Tom... - szepnąłem chcąc go odsunąć ale nie pozwolił mi na to. Bezceremonialnie odepchnął moje ręce od siebie i zaczął czule całować moje przyrodzenie. Które po chwili znów zaczęło reagować na bodźce. Zaczął go lizać i wodzić po nim językiem. Totalnie odpłynąłem. Zamknąłem oczy i pozwalałem mu robić co tylko chciał...

Kolejny dreszcz przeleciał mi po plecach. Zajrzałem w kubek i stwierdziłem, że niestety ale jogurcik się skończył. W lodówce miałem jeszcze kilka, ale tak jakbym wrósł w swój fotel. Chciałem wstać i iść ale jakbym nie mógł. Zerknąłem na Toma. Wciąz patrzył znudzony w TV i nadal przerzucał kanały z prędkością światła. Wkurzyłem się.
- Tom, możesz łaskawie przestać tak latać po tym telewizorze? - zapytałem starając sie aby mój głos nie zdradził mojej irytacji. Spojrzał na mnie o wiele bardziej zainteresowanym wzrokiem.
- Oo, wróciła ci mowa! - prychnąłem.
- Przestań latać po tych kanałach, bo cholery dostanę! Znajdź sobie jeden i gap się dalej. - powiedziałem odwracając się od niego. Po chwili rzeczywiście przestał.
- Niezła laska... - usłyszałem. Spojrzałem na niego znów oczami jak spodki... Co takiego??? Gapił się w ekran maślanymi oczami. Też spojrzałem i ujrzałem rzeczywiście całkiem niezłą laskę. Miała duże cycki i okrągły tyłek. Ponownie przeniosłem wzrok na Toma. Co to miało być, do cholery?!
- Słucham? - zapytałem głucho. Nawet na mnie nie spojrzał! Tylko nadal gapił się jak siksa wywija dupą! Przy mnie, ślinił sie jak debil. Poczułem małe ukłucie w sercu. Co za palant! Jeszcze pięc minut temu stawiał mi laskę a teraz jeszcze chwila i od samego patrzenia na tą dziunię sie spuści! Popatrzyłem po scianach nieźle wkurwiony. Chyba nie usłyszał mojego komentarza.
Nagle odzyskałem czucie w nogach i wstałem z fotela. Stanąłem obok kanapy na której leżał, ale nawet nie zwrócił na mnie uwagi! Myślałem, że się zagotuję.
- Słucham?! - powtórzyłem głośniej. Tym razem zerknął na mnie ale i tak nic nie powiedział. poprawił sie tylko wygodniej na legowisku i gapił sie dalej, a morda sama mu się powoli śmiała. Zaciągnąłem się powietrzem. Miałem wielką ochotę go stąd wykopac, na zbity ryj. Co on sobie do cholery wyobraża?! Najpierw mnie gwałci, a teraz podnieca się na widok jakiejś cizi? Którą wyruchało już pół ekipy programowej? O nie, tak być nie będzie!
Zrobiłem dwa kroki i stanąłem przed nim z rękoma podpartymi na biodrach. Spojrzał na mnie pytająco. Kurwa! Ale moja mina musiała być bardzo wymowna, bo zaraz usiadł prosto i gapił sie na mnie jakby mnie widział po raz pierwszy.
- Co? - zapytał głupkowato.
- Jajco. - warknąłem nadal na niego patrząc. Zmarszczył brwi jakby nie wiedział o co chodzi. Taki chuj! Nie wybaczę mu tego!
- Bill, o co ci chodzi? - zapytał znowu wychylając sie tak żeby na powrót widzieć ekran i tą sukę. Teraz już naprawdę sie gotowałem. To nie dość, że jestem w tym pokoju, to on jeszcze.... Mógłby chociaż zaczekać, aż pójdę spać! Gdzie, co ja mówię! On nie ma prawa gapić się na żadne dupy!! Trzepnąłem go w łeb. Zachowywałem się jak zazdrosna dziewczyna. I rzeczywiście, byłem cholernie zazdrosny.
Znów na mnie spojrzał, tym razem karcąco.
- No, o co ci chodzi, kurde?!
- O gówno! - krzyknąłem. Teraz mógłbym już walić w niego błyskawicami prosto z oczu. Może mi się zdawało, ale chyba jego usta lekko drgnęły, jakby od powstrzymywanego uśmiechu. Zmrużyłem gniewnie oczy.
- Nie wiem o co ci chodzi. Jak już sie namyślisz to mi powiedz, a ja w tym czasie sobie pooglądam... - tego było już za wiele. Rzuciłem się w jego stronę z zamiarem wyrwania mu z ręki pilota. Zorientował sie w porę i zaczęliśmy się o niego dosłownie bić. Jak za dawnych dobrych czasów.
- Nie będziesz oglądał żadnych zboczonych... Żadnej dziuni nie będziesz oglądał, ty pornograficzny głąbie!! - wykrzykiwałem wciąż starając się wyrwać mu pilota. Kiedy przekonałem się, że najprawdopodobniej mi sie to nie uda, wstałem z niego i wyrwałem kabel z gniazdka. Telewizor zgasł. Odwróciłem sie z powrotem do niego dysząc wściekle. On gapił się tylko na mnie tak jak siedział.
- No i co się tak gapisz!!! - wrzasnąłem. A ten... Ten debil sie uśmiechnął!! Po chwili już rechotał jak głupi. Zabolało... Poczułem pierwsze łzy w oczach. Odwróciłem się z powrotem do telewizora i z furią wcisnąłem kabel do gniazdka. Włączyłem mu telewizor ręcznie guzikiem i wypaliłem z salonu. Chwilę potem wróciłem z jego laptopem.
- Prosze, masz! - trzasnąłem mu go na stół przed nim. Otworzyłem i włączyłem. - Możesz oglądać sobie do woli, co tylko chcesz, jęczące lesby albo dwóch chujów pierdolących się w kiblu, możesz sobie nawet przy tym zwalić, życzę ci, żebyś sie tym udławił!!! - i ponownie wyleciałem z salonu. Ale już do niego nie wróciłem. Trzasnąłem drzwiami od mojej sypialni z taką siła, że tynk z sufitu odleciał. Walnąłem się na łózko i wcisnąłem twarz w poduszkę. Co za chuj zbolały! Jak mógł... Już widze tą jego miłość. Po co tu wrócił, żeby mnie upokorzyć? Udało mu się, więc niech spierdala! Nie wybaczę mu...
Wciąż w głowie obsypywałem go najróżniejszymi obelgami aż po prostu się rozszlochałem. Starałem się być cicho, żeby mnie przypadkiem nie usłyszał. Nie chciałem, żeby widział jak przez niego ryczę, jak baba po prostu. W pewnej chwili usłyszałem jak drzwi do mojego pokoju cicho się otwierają. Wcisnąłem twarz mocniej w poduszkę wstrzymując oddech żeby nie beczeć. Drzwi tak samo cicho się zamknęły i poczułem jak łózko za mną lekko sie ugina a ktoś kładzie swoją rękę na moim ramieniu. Skoczyłem na łózku odtrącając go natychmiast.
- Spierdalaj! - wrzasnąłem.
- Bill... - szepnął znów kładąc delikatnie dłoń na mojej ręce. Znów go odtrąciłem.
- Odpierdol się! - teraz wywarczałem przez zaciśnięte zęby. Byłem mega wkurwiony jeśli nie chce skończyć z podbitym okiem niech się wynosi. Bo mu je wydrapię.
- Billy, kochanie...
- KOCHANIE!!! KURWA, KOCHANIE!!! - skoczyłem znowu na łózku na co on zamrugał oczami patrząc na mnie. - Co, siksa nie spełniła twoich wymagań kiedy w końcu pokazała ci dupe w ekranie?! A może balony były jeszcze za małe! - wrzeszczałem jak debil, aż po chwili ochrypłem. - Idź, kurwa, gapić się dalej, kurwa, SZUKAJCIE, A ZNAJDZIECIE, TY, TY... - nie potrafiłem znaleźc na niego adekwatnego określenia. Nie mogąc wyżyć się na wrzasku, po prostu rzuciłem sie na niego z łapami.
Zacząłem szarpać go za bluzę, drapać, a przy tym zagryzałem sobie dolną wargę, nawet nie poczułem kiedy przegryzłem ją do krwi. Widziałem maleńkie kropelki które spadły na pościel ale jakbym ich w ogóle nie zarejestrował. Nadal go okładałem, przy tym połamałem chyba ze trzy paznokcie, ale nie zwracałem na to żadnej uwagi. Dostałem takiego szału, że nawet sam nie wiedziałem jak, ale on mi nie dawał rady. A to zwykle on był silniejszy. W końcu kiedy nie mógł mnie nijak obezwładnić, złapac i przytrzymać za ręce, po prostu zaczał się zasłaniać. Kiedy już nie miałem sił, dopiero wtedy udało mu się mnie złapać i przycisnąć sobą do łózka. Wyrywałem mu się i krzyczałem, ale wyłem już wyczerpany, wszystko mnie bolało. W końcu całkiem pozbadnięty znieruchomiałem, ale nadal byłem wściekły. On też dyszał, trochę udało mi sie go zmordować.
- Bill, uspokój się... - wysapał.
- Jestem jak najbardziej spokojny!!! - wrzasnąłem znowu. - Ty erotomanie! Mało ci??! Przestałem ci już wystarczać??! TO IDŹ NA DZIWKI I NIGDY WIĘCEJ NIE WAŻ PRZEWŁÓCZYĆ SIĘ TU Z DUPĄ...!!! - zatkał mi usta pocałunkiem. Zacząłem się znowu szarpać, ale nie dawałem mu już rady. - Idź do diabła, Tom. - wszeptałem, kiedy się oderwał. Z końcików oczy spłynęły mi pojedyncze łzy.
- Bill, wiesz dobrze przecież, że jesteś jedyny w swoim rodzaju.
- Gówno mnie to obchodzi. - powiedziałem teraz pewnym głosem patrząc wszędzie tylko nie na niego.
- Oj obchodzi  i to bardzo. - powiedział unosząc brew do góry i patrząc na mnie. Łypnąłem na niego zły. - Chciałem zobaczyć jak zareagujesz. Miałem nadzieję, że będziesz choć odrobinkę zazdrosny... Przesadziłem na końcu, ale chciałem sprawdzić...
- Co chciałeś sprawdzać?! - krzyknąłem znowu. - Jak bardzo jesteś w stanie mnie zranić?! To ci powiem. Zraniłeś mnie do żywego. Nie wybacze ci tego, rozumiesz?!
- Nie gniewaj się, proszę. - wyjęczał tuląc sie teraz do mnie. - Bill! - skomlał jak pies po prostu. Prychnąłem i uporczywie starałem się na niego nie patrzeć. - Bill... - szepnął i musnął wargami moją szyję.
- Nie wybaczę... - szepnąłem za nim.
- Kocham cię, mój czarny zajączku...
- Odwal się. - teraz ja wyjęczałem.
- Będę cię tak długo całował, aż mi wybaczysz. - oświadczył. Spojrzałem na niego.
- Chyba MOLESTOWAŁ, to chciałeś powiedzieć.
- Nie. Teraz mam niezbity dowód na to, że kochasz mnie dalej jak debil.
- Bredzisz. - bąknąłem. Ale miał rację. Zrobiłem mu taką jazdę... Szkoda gadać.
- Nie moge tylko zrozumieć, dlaczego to wszystko. Wytłumaczysz mi to w końcu?
- Tłumaczyłęm tysiąc razy...
- Nie upieraj się wciąż przy tym samym, bo teraz to już bez sensu. Zrobiłeś mi wojnę o to, że smiałem podziwiać przy tobie laskę z telewizora. Wiesz jak to się nazywa, skarbie? Zazdrość. A o kogo jest się zazdrosnym? O kogoś kogo się kocha i to tak, że człowiek wariuje... tak jak ty teraz. - nic nie odpowiedziałem. - Bill. - zawołał mnie znowu. Odwróciłem od niego głowę. Złapał mnie za podbródek i skierował z powrotem na siebie. Po chwili całowaliśmy się czule. Chwycił mnie w pewnym uścisku i pociagnął do siebie. Usiadł na łózku oparty o wezgłowie, a mnie tulił troskliwie. Wtuliłem twarz w zagłębienie w jego szyi. Rozpiął swoją bluzę i owinął mnie nią, była szeroka, więc bez problemów zapiął z powrotem zamek.
- Przyznaj, że mnie kochasz. - szepnął mi do ucha. Wtuliłem się w niego jeszcze mocniej. Westchnąłem.
- Przecież i tak wiesz. - również wyszeptałem.
Poczułem jak mocno mnie ściska. Chyba dopiero teraz tak naprawdę uwierzył w to, że sie nie mylił, że miał rację co do moich uczuć.
- Powiedz to. - wyszeptał znów.
- Tom...
- Powiedz mi. - znów westchnąłem.
- Kocham cię. - szepnąłem.
- Jak? - Boże, przecież i tak doskonale wie.
- Jak swojego ukochanego. - teraz ścisnął mnie naprawdę mocno. - Nawet się nie domyślasz, ile to wszystko mnie kosztowało... - odnalazł językiem moje usta i wsunął go. Nie broniłem się już, nie było sensu...
Siedzielismy tak kilkanaście minut, a potem Tom wpadł na genialny pomysł, żebyśmy wzięli wspólną kąpiel. Tak więc pluskalismy sie tak jak kiedyś chyba dwie godziny, aż nie poznikały wszystkie bąbelki i woda nie zrobiła się zimna.
Znów poczułem się szczęsliwy i miałem nadzieje, że już nikt tego nie zepsuje.

26 września 2013

Info.

Kochani moi, opowiadani 'Brakujący Element Układanki' ma się już ku końcowi. Nie wiem ile dokładnie napiszę do niego jeszcze postów, ale myślę że razem będzie ich około 25, może mniej, tak około. Następnie skupię się najprawdopodobniej na opowiadaniu 'Połączeni'. które jest tutaj nowiutkie i ma raptem 7 rozdziałów. Potem zacznę umieszczać tu nowe opowiadanie wspomniane w bocznej rubryce. Myślę, że napisze najpierw jedno, a potem drugie, nie  będę mieszać notek. A może będę robić tak jak do tej pory, zależy jaka będzie wena, większa na co.
Dzięki i zapraszam do czytania. ;]

Brakujący Element Układanki. (18/?)

Tom.

Nie mogłem w to wszystko uwierzyć. Jak to się mogło stać, że Bill raptem przestał mnie kochać? To znaczy nie przestał, kocha mnie jak brata. Ale nie rozumiem... Przecież jeszcze kilka dni temu wszystko było dobrze! Kochaliśmy się, wciąż blisko, całowaliśmy się, Bill śmiał się, oczy wciąż mu błyszczały, widać było, że jest szczęśliwy. Wszystko zaczęło się psuć od czasu tej tajemniczej wizyty u nas, w nocy. Billy był przestraszony całą tą sytuacją, nie powiem, bo ja też. Nie bałem się o siebie, tylko byłem zły, że mnie nie obudził, byłem przestraszony tym, że on był tam sam. A ja spałem jak wieprz we wyrze. I nie rozumiem za Chiny dlaczego sam się nie obudziłem. Przecież zawsze jak coś było nie tak to od razu wyskakiwałem z łóżka. No ale tak jakby nic się nie zdążyło stać. I całe szczęście, że Bill zamontował ten alarm. Gdyby ten gościu coś mu zrobił...
Następnego dnia rano też wszystko było dobrze. Kleił się jak zawsze, śmiał się, pocałowałem go, powiedział, że mnie kocha. Jeszcze zmartwił się kiedy odpowiedziałem mu, że ja też kocham swojego braciszka. Bo naprawdę go kocham. I nie wiem jak ja mam dalej żyć sam, bez niego, bez jego bliskości, ciała, pocałunków... W żadnym wypadku nie wyjechałem z miasta. On powinien mnie znać i wiedzieć, że tak łatwo się mnie nie pozbędzie. Bill nie jest osobą, której coś się zdaje. Jeśli mówił, że kocha to tak właśnie jest. I wiem, że nadal tak jest. Nie rozumiem tylko dlaczego to robi. Może dopadły go nagle jakieś wyrzuty sumienia? Nie sądzę. On pierwszy mnie zgwałcił wtedy w tej wannie. I wiedziałem, że dowiem się za wszelką cholerę, o co chodzi. Na razie musiałem tylko poprosić o pomoc DJa.
Nasz wspólny dobry znajomy. To on powiedział mi gdzie przeprowadził się Billy, kiedy go szukalem w NY. Miałem nadzieję że tym razem też mi pomoże. Sam nie mogę łazić do Billa. Może on zgodzi się co jakiś czas wpadać do niego i będzie mi mówił co u niego. Jak on się czuje, czy wszystko z nim w porządku. Czy nic złego się nie dzieje. Umówiłem się już z nim w knajpie.
Odkąd rozstałem się z Billim minął tydzień. Tęskniłem za nim tak, że tego się nie da wyrazić. Chciałem znów być blisko niego.
DJ jak zwykle się spóźniał. U niego to było normalne. Co najmniej 15 minut musiałem liczyć, że będę czekał na spóźnialskiego. W końcu jednak się pojawił. Rozsiadł się przy stoliku obok mnie i wyszczerzył zęby.
- No co tam, Tommy? - spojrzałem na niego i lekko się uśmiechnąłem. - Oj, widzę, że coś jest bardzo nie tak. No to gadaj, co ci leży na wątrobie. - westchnąłem.
- Rozstałem się z Billem. - powiedziałem cicho. DJ spojrzał na mnie zaskoczony. - Pokłóciliśmy się i brat wywalił mnie z domu. Znowu. - dodałem wyjaśniając. Oczywiście to nie była prawda. Nie kłóciliśmy się, ale coś mu powiedzieć musiałem.
- Oo, no tak. - zaśmiał się. - Co, mam pogadać z B.Kayem, żeby cię przyjął z powrotem? - uniósł zabawnie brew do góry. Uśmiechnąłem się.
- Nie... To znaczy, słuchaj. Byłoby dobrze, gdybyś tak poszedł do niego zobaczyć jak mu leci... Ja na razie nie moge tam leźć bo mnie wykopie, a ty jesteś jakby neutralny. Pewnie się domyśli, ale na pewno cie nie wykopie za drzwi. - zaśmiał się znowu. On naprawdę zawsze poprawiał mi humor.
- Ok, spoko, to kiedy mam iść?
- Czyli się zgadzasz? - zapytałem z uśmiechem upewniając się.
- No pewnie, czemu by nie. - zaśmiał się znowu.
- Super, dzięki, jesteś naprawdę... spoko koleś, naprawdę. - klepnąłem go w ramie z szerokim uśmiechem.
- Nie dziękuj. - machnął ręką smiejąc się.
- Możesz iść już teraz. Nie widziałem go przez tydzień. - przyznałem patrząc na niego i popijając ze szklanki swoje piwo.
- Spoko, nie ma sprawy. Dopijemy i pójdziemy. To znaczy ja pójdę, bo ciebie to on wykopie jak sam powiedziałeś. - znów się zaśmiał. Ja też.
- No tak jakby. - przyznałem mu. - Posiedzisz z nim trochę, a potem zadzwonisz do mnie, albo przydziesz do hotelu i mi opowiesz, ok?
- Stoi. - zgodził się wciąż z tym samym uśmiechem. Dla niego to były niezłe jaja, dla mnie poważna sprawa. Ale przecież nie mogłem mu powiedzieć wszystkiego. Do gejów to on nic nie ma, sam nim jest, ale żeby takie coś... nie sądzę, aby był aż taki tolerancyjny.
Pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę. Ja wróciłem do hotelu, DJ pojechał do Billa. Miałem nadzieję, że u niego wszystko w porządku. Siedziałem w pokoju hotelowym może raptem z pół godziny kiedy rozdzwonił się mój telefon. Spojrzałem na wyświetlacz i zobaczyłem na nim numer DJa. Nacisnąłem zieloną słuchawkę i...
- No i jak tam z nim? - zapytałem na wstępie nie bawiąc się w zbędne powitania. Chwila ciszy. - DJ? - odezwałem się znowu pożądnie zaniepokojony.
- No, tak jakby nie najlepiej. - usłyszałem skwaszony głos Dja.
- Jak to nie najlepiej?! - fuknąłem podrywając dupę z łóżka. Zacząłem krążyć zdenerwowany po pokoju. - Co się stało?!
- No spokojnie, żyje. Ale jest... jakby to powiedzieć... - zastanawiał sie DJ.
- No mów!
- No, jest tak jakby niekomunikatywny. Urżnął się w cztery dupy, no. - powietrze uleciało ze mnie jak z przebitej dętki rowerowej.
- Upił się? - co za ulga... A więc nic nadzwyczajnego się nie stało...
- Upił to mało powiedziane. On w ogóle nie kontaktuje ze światem! Waliłem w drzwi chyba pięć dobrych minut, aż po prostu wszedłem. Mówie ci, to co tu zobaczyłem sprawiło, że normalnie zbierałem swoje gały z podłogi. Sył i malaria, smród, bród i ubóstwo. Kiła i mogiła. Wszystko i nic. Tom, weź rusz swój wielmożny zad i wbijaj tutaj! Urżnał się jak świnia! Znalazłem go rozbebeszonego całkiem na kanapie w salonie, w łapie miał liter wódki! A raczej butelkę po nim. - dodał kwaśno. - Przetaszczyłem go do jego, jak mi się wydaje, pokoju i muszę ci powiedzieć, że on jednak taki lekkutki nie jest. Próbowałem go ocucić, ale gdzie tam, nie ma go! Dawaj tutaj szybko!
- Jasne, zaraz będę! - krzyknąłem tylko w telefon i zaraz wyprysnąłem z hotelu. Kilka minut póxniej wbiegłem już do naszego mieszkania. To co zobaczyłem w środku idealnie odpowiadało słowom DJa. Dosłownie. On w życiu nie narobił wkoło siebie takiego syfu!
- Gdzie on jest? - zapytałem jak tylko zobaczyłem DJa na korytarzu.
- W sypialni. Musieliście sie nieźle poprztykać. - kiwnąłem tylko głową i pognałem do pokoju. Leżał nieprzytomny na łóżku tak jak długi. Miał na sobie jakiś dres, całkiem nowy. Z resztą on w swojej szafie miał tylko nowe rzeczy. Włosy w kompletnym nieładzie, ale to tylko dodawało mu uroku. Zero makijażu na twarzy. Blady, z sincami i workami pod oczami. Biedny mój...
- Musiał łoić co najmniej przez kilka dni, żeby doprowadzić sie do takiego stanu. Z tego co wiem to on ma dość mocną głowę. - odezwał sie Dj. Nawet nie zauważyłem kiedy stanął za mną. Cała moja uwaga pochłonięta była przez Billa, który teraz był całkiem bezbronny. Nawet się nie zamknął! To nawet dobrze, bo bez ślusarza by się nie obyło.
Głaskałem go po włosach i policzku, a potem wziąłem jego rękę w swoją dłoń i tak samo czule gładziłem. Miałem rację, że coś jest na rzeczy. Bill nigdy tak nie chlał. Tylko jeśli coś sie dzieje, dlaczego mnie od siebie całkowicie odsunął, a nie powiedział mi o tym. Przecież wie, że jest dla mnie wszystkim, że kocham go jak debil. Westchnąłem.
- Musieliście sie nieźle pożreć. - mruknął znów nas kolega.
- Taa... - przytaknąłem.
- Słuchaj, stary, ja będę lecieć, najlepiej będzie jeśli obok niego nie będzie nikogo innego oprócz ciebie kiedy się obudzi. Po za tym mam jeszcze coś do załatwienia.
- Jasne, nie ma sprawy, i tak już mi bardzo pomogłeś, dzieki. - usmiechnąłem się. Machnął reką.
- Nie ma sprawy. Opiekuj się nim, dredziarzu, na razie. - pożegnaliśmy się i DJ wyszedł. Westchnąłem po raz kolejny. Postanowiłem, że jak tylko Bill się obudzi, nie odpuszczę i tak go przycisnę, że wyśpiewa mi wszystko, choćby miał ryczeć jak krowa.


Bill.

Kiedy się ocknąłem, pierwsze co poczułem to tępy ból głowy. Kac gigant, po prostu. Nie miałem siły nawet, żeby wstać i iść odlać tą wódę co ją wypiłem. A pęcherz miałem tak pełny, że aż mnie bolało. Tak było od samego początku. Dzień w dzień przez cały tydzień doiłem flaszkę za flaszką. Kiedy piłem ból mijał, a im więcej piłem tym mijał szybciej i na dłużej. Ale za to potem atakował zwalając mnie z nóg jak tylko oprzytomniałem. I koło się zamykało. Trzeźwiałem, może nawet jeszcze nie do końca, i od nowa zalewałem głowę alkoholem. Można się wykończyć. I może o to mi chodziło. Zmusiłem się w końcu żeby się podnieść i iść do kibla. W tym samym momencie uświadomiłem sobie, że jestem w swoim pokoju. Nie pamiętałem nic, zawsze znajdowałem się akurat tam, gdzie zaczynałem pić. A pamiętałem, że wczoraj usiadłem z flaszką na kanapie w salonie. Nie miałem pojęcia jak dostałem się do sypialni. Która była mi najmniej przyjaznym miejscem. To tutaj w tym łóżku pierzyłem się z Tomem, to tutaj jęczałem z rozkoszy, jakieś nikt mi już nigdy nie da. Wciąż czułem jego zapach na pościeli. Doprowadzało mnie to do szaleństwa. Spojrzałem na łóżko i zdawało mi się że po drugiej stronie jest wgłębienie jakby ktoś leżał obok mnie przez jakiś czas. Natychmiast otrząsnąłem się z tych myśli. Oczywiście pomyślałem, że to może Tommy... ale niby jakim cudem...
Poszedłem w końcu do łazienki i opróżniłem pęcherz z cichym westchnieniem. Od razu lepiej. Ale większej ulgi mi to nie przyniosło. Wyszedłem z łazienki i skierowałem się do drzwi. Pamiętałem, że w barku na alkohol powinienem coś jeszcze mieć. Zwlokłem się po schodach na dół. Nie zwracałem absolutnie na nic żadnej uwagi. Wszedłem człapiąc do salonu i pokierowałem się natychmiast w stronę barku.
Złapałem tępo za rączkę i otworzyłem drzwiczki. Zajrzałem do środka nachylając się lekko. Niecierpliwiłem się, żeby już zacząć, bo rzeczywistość zaczęła mi już co raz bardziej dokuczać. Wziąłem do ręki pierwszą lepszą butelkę. 0,7, może być. Najwyżej zwloke sie tu jeszcze raz. Z westchnieniem nawet nie racząc wziąć sobie kieliszka pociągnąłem prosto z gwinta. Zapiekło mnie mocno w gardle. Odchrząknąłem lekko i pociągnąłem znowu. Nie zwracałem uwagi na bolące gardło, które miało już dosyć. To było moje lekarstwo, bez którego chyba bym umarł. Wątpiłem, żebym się uzależnił. Piłem na przymus, bo wiedziałem że jak się porządnie nachleje kilkanaście godzin będę miał z głowy.
Przystawiłem butelkę do ust po raz trzeci i wtedy ktoś mi ją wyrwał. Podskoczyłem wystraszony, nie wiedziałem, że ktoś tu jest. Przeraziłem się, że to ten gościu od listu, ale przecież zrobiłem wszystko tak jak chciał. Odwróciłem sie i wtedy zobaczyłem... Tommiego... Wywaliłem na niego oczy. Boże, to są omamy! Już zwariowałem? Tak szybko...?
- Wystarczy tego chlania. - powiedział odstawiając butelkę z dala ode mnie. Ja nadal się na niego gapiłem. Nie mogłem wykrztusić z siebie słowa. Serce waliło mi w piersi, obijało się o żebra.
W następnej chwili słowa same wydarły mi się z gardła.
- CO TY TU ROBISZ!!! - wrzasnąłem, nawet nie poczułem bólu w gardle. Przeraziłem się. Po cholerę on wrócił?! Jeśli tamten koleś się o tym dowie, to po nas... - PO COŚ TU WRÓCIŁ, PYTAM SIE! PO JAKĄ CHOLERĘ! WYNOŚ SIE NATYCHMIAST, SŁYSZYSZ?! SZYBKO! - darłem się łapiąc go za fraki i pchając w stronę wyjścia. Panikowałem, chciałem go wykopać jak najszybciej. Bałem się, że zaraz stanie się coś złego. On jednak jednym szybkim ruchem sam mnie obezwładnił i przyparł do ściany.
- Bill, do jasne cholery, zamknij tą mordę! Wóda całkiem ci już mózg wyżarła?! - patrzyłem na niego szeroko otwartymi oczami. - Nigdzie stąd nie pójdę, dopóki mi nie powiesz o co chodzi! Bo chyba nie myślałeś, że tak łatwo dam się kopnąć w dupę?! - teraz on krzyczał. A ja starałem się odzyskać panowanie nad sobą. Przerażenie mnie dławiło, myślałem, że oszaleję!
- Tom, zabieraj się stąd. Tłumaczyłem ci... - zaczałem niskim głosem starając się opanować. I jednocześnie wyrwać mu z rąk, jego bliskość sprawiała, że mdlałem. Tak długo go nie było... Ledwie tydzień, a ja miałem wrażenie, że sto lat.
- Gówno prawda. - wycedził mi prosto w oczy. - Gówno prawda. - powtórzył. - Szalejesz dalej na moim punkcie, to jak się załatwiłeś jest tylko dowodem na to, że mam rację. Ile nocy przeryczałes za mną? Ile razy już sobie zwaliłeś, wyobrażając sobie jak cie posuwam, co? Ile razy patrzyłes w telefon czy nie dzwoniłem przypadkiem? No odpowiedz. - cedził słowa patrząc prosto w moją twarz.
- Nie ryczałem za toba, ani nie waliłem sobie myśląc o tobie. - warknąłem. Musiałem sprawić, że on się stąd wyniesie. Chociaż miał świętą rację. Ryczałem non stop. A walić, nie waliłem... bo w ostatnim czasie nie byłem w stanie. W telefon też wciąz patrzyłem. Kiedy piłem telefon miałem cały czas przed oczami.
- Jasne. - prychnął. - Znam cie  i wiem, że wyłeś do księzyca. Widać to gołym okiem. - powiedział ściskając jeszcze mocniej moje ręce przyciskając je do sciany. Zaczęło mnie to boleć.
- Tom, puść mnie, boli. - zajęczałem próbując się oswobodzić. Puścił moje ręce, ale w tym samym czasie złapał mnie w pasie. - Tom, puść mnie. - powiedziałem poważnie. Nie mogłem mu ulec, chociaż tak bardzo chciałem.
- Chcesz mnie. Teraz. - powiedział niskim, gardłowym tonem. Zawsze mnie nim uwodził... kiedy byłem na niego obrażony. Wstrzymałem oddech.
- Nie. - odpowiedziałem hardo. Usmiechnał się kpiąco.
- Pragniesz mnie, jesteś tak wyposzczony, że wyruchałbyś kurę wydechową. - prychnałem.
- Może ty! - odszczeknąłem się.
- Ja nie tknąłem nikogo przez ten czas. Ani niczego. Żadna dziura mi twojej nie zastąpi. - powiedział bezwstydnie, aż wywaliłem na niego oczy.
- Jesteś obrzydliwy. - mruknąłem.
- Podoba ci się to. - powiedział znów z tym samym usmieszkiem.
- Chyba śnisz. - odpowiedziałem odwracając od niego głowe. - I puszczaj mnie. - dodałem chcąc sie mu wyrwać.
- Tak, masz rację... Śnię o tobie każdej nocy... - wyszeptał, nagle przyciagając mnie do siebie i szepcząc mi do ucha. Pieścił skórę mojej szyi swoim oddechem. Aż przymknąłem oczy. Tego pragnąłem, miał rację, ale co z tego?
Poczulem jak przeczesuje mi włosy. Przeszły mnie dreszcze.
- Tom, przestań, proszę... - szepnąłem, kiedy przeciągnął językiem od mojej szyi do ucha.
- Gdybyś naprawdę tego nie chcial już dawno dostałbym po jajach. A ty tym czasem grzecznie sobie stoisz i pozwalasz mi na wszystko... - szepnął znów. Złapałem go za bluzę i próbowałem odciągnąc od siebie, ale na nic mi sie to nie zdało.
- Tom, puść mnie...  - powiedziałem spoglądając na niego, a on w tej samej chwili przywarł do mnie ustami. Zamarłem na moment. Nie wiedziałem co zrobić, czy pozwolić na to czy zacząć sie szamotać. Robiłem coś po srodku, oddawałem po częsci pocałunek, ale po częsci też starałem sie go odepchnąć. Odsunął sie ode mnie sam. Dyszeliśmy obaj.
- Dlaczego mnie odpychasz? - wydyszał odgarniając mi włosy z czoła.
- Bo nie możemy... Tłumaczyłem ci...
- Pytam poważnie. Bez żadnych ściem, Bill. Dlaczego to wszystko robisz? Dlaczego ranisz mnie, dlaczego ranisz siebie? - dobre pytanie. Przeciez od razu mogłem mu o wszystkim powiedzieć i jechać z tym na police. Wybrałem najgorszą opcję, ale do tej pory wiedziałem, że dzięki temu on jest bezpieczny. A ten tym czasem od tak sobie tu wraca!
- Tom, puść mnie i odejdź stąd. - powiedziałem patrząc mu w oczy.
- Żebyś zapił się na smierć? - zamknąłem oczy zrozpaczony. Dlaczego on nie może po prostu zrobić tego o czym mówię? - no? Powiedz dlaczego pijesz? Twierdzisz, że nic do mnie nie czujesz. To dlaczego zaczałeś chlać, kiedy sie wynioslem? Przyznaj się, że coś się stało i dlatego to robisz. Chcesz mnie od siebie z jakiegoś powodu odsunąć. Ale tym powodem na pewno nie jest to, że już mnie nie kochasz. - on naprawdę dobrze mnie zna. Jak mogłem myśleć, że on tak po prostu pozwoli się wykopać? Nadal nic nie mówiłem. Nie miałem pojęcia już co mówić, żeby on się stąd zabrał. - Czuwałem przy tobie całe 12 godzin. Tyle byłeś nieprzytomny. Teraz poszedłem zrobić sobie kawę, a kiedy wracam, co widzę? Jak mój braciszek przysysa się do następnej flaszki! Jeszcze dobrze do końca nie wytrzeźwiales, a już doisz! Bill, gadaj mi co się dzieje. - potrząsnał mną. Zamknąłem oczy. - Nabroileś? - szepnął przybliżając się do mnie. - Jeśli to był tylko jednorazowy wybryk... ja ci wybacze. Nie moge bez ciebie żyć. Tylko powiedz, nie wymyślaj takich akcji!
- Nie zdradziłem cię, Tom. - powiedziałem patrząc mu prosto w oczy.
- Więc co się stało? - wiedział, że powiedziałem prawdę. Nie zdradziłbym go nigdy. On był jedyny. I zawsze będzie.
- Tommy, błagam cię... po prostu zrób to o co cię prosze...
- Nie, Billy, nie zrobie nic o co mnie poprosisz. - popatrzeliśmy na siebie znów. - Nie wyniose się stąd i nie zostawie cię. - wywarczał a potem wpił się w moje usta łapczywie. Zaczałem się szarpać, nie mogłem na to pozwolić. Ale nie dawałem rady go odepchnąć, był po prostu zasilny.
Zaczał mnie ciągnąc do sypialni. Na schodach musiał przeżucić mnie sobie przez ramię bo walczyłem z całych sił. Zaczałem krzyczeć. Ale tylko trzasnął mnie w tyłek. W sypialni rzucił mnie na łózko i przygwoździł soba do niego. Złapał mnie za nadgarstki i wcisnął je w miekka pościel. Patrzyłem lekko przerażony w jego oczy. Chcialem tego, pragnąłem go tak, że aż mnie to bolało. Ale jeśli powiem mu że tego nie chce czy i tak to zrobi? 'Zgwałci' mnie, że tak powiem? To w żadnym wypadku nie będzie gwałt bo ja tego potrzebuję do życia jak powietrza. Ale gdybym naprawde tego nie chciał, też by to zrobił? Na pewno nie. On mnie dobrze zna i na pewno wie, widzi to w moich oczach, że chcę go.
Zaczął mnie znów całować, wpijał się mocno w moje usta, ja wciąż próbowałem mu się jakos wyrwac, ale nic kompletnie mi to nie dawało. Nie mogłem mu uciec. Byłem jego. Walczyłem z pożądaniem, nie chciałem, naprawdę nie chciałem, bo potem wszystko sie posypie! Walczyłem z całych sił, ale moje ciało powoli przestawało mnie słuchać. Opór jaki mus stawiałem powoli słabł. On to wyczuł niemal natychmiast i podniósł sie ze mnie. Szybko ściagnął z siebie szeroka koszulkę, a ja patrzyłem na niego z przerażeniem. On naprawdę chce się seksić! Wykorzystałem moment w którym mnie nie trzymał i zacząłem uciekać. Chociaż chęci miałem to mogłem tylko pomazyć żeby mu umknąć, bo natychmiast mnie złapał i obrócił na brzuch.
- Wolisz tyłem? - usłyszałem podniecony szept przy uchu. - Zawsze wolałes klasycznie, z przodu...
- Zgwałcisz mnie. - powiedziałem dobitnie. Miałem nadzieje, że to go otrzeźwi i sie powstrzyma. Myliłem się.
- Nie. - odparł. - Bo ty też się na to godzisz. - zaczał podwijać moją koszulke do góry. Nie mogłem wiele zrobić, po chwili mnie jej pozbawił. Gdyby mógł zdarłby ją ze mnie. Wierzgałem się, mówiłem do niego, żeby przestał, ale kompletnie mnie nie słuchał. Ja powoli traciłem zapał do obrony i miałem przemożną ochotę rozłożyć przed nim posłusznie nogi. Ale walczyłem nadal. Nie mogłem pozwolić sobie na chwilę przyjemności by potem jemu coś sie stało.
W następnej chwili zdarł ze mnie spodnie od dresu razem z bielizną. Przeraziłem się tylko jednego. Że wejdzie we mnie tak bez niczego. A to będzie bolało. Jak się po chwili okazało, nie miałem sie czym martwić bo już ściskał w dłoni tubkę żelu intymnego. Leżąc wciąz na mnie przytrzymując mnie jedną rękę za kark, drugą rozpiął pasek od spodni i szybko się ich pozbył. Po chwili to samo zrobił ze swoimi gaciami. cały czas próbowałem mu uciec, ale mi nie pozwalał. Zaczałem go błagać.
- Tommy, proszę, nie... wypuść mnie... - wyjęczałem w kołdrę bo wciąż przyciskał mnie do łózka. Za chwilę puścił mnie... Myślałem, że się opamietał i chciałem wstać, ale on tylko znów popchnął mnie na łóżko i odwrócił mnie na plecy. Pisnąłem cicho. Próbowałem się zakryć, tak dla zasady, wiadomo, ale tylko sie uśmiechnął i sam rozłożył przed soba moje nogi. Zacząłem się naprawdę szarpać, oboje byliśmy już nadzy i widok jego podnieconego kutasa sprawiał, że czułem się jakby znowu pił. Mój też sterczał, więc nie mogłem już trwać w tym, że tego nie chcę. Mogłem sie tylko wierzgać na wszystkie strony starając sie zmusić do każdego następnego ruchu, który miał uniemożliwić to co miało nastąpić. Nie wiele jednak to zmieniało.
Przytrzymał mnie za gardło i wylał trochę żelu na swojego członka i rozsmarował to po nim z cichym westchnieniem. Potem nalał trochę więcej na moje wejście. Zadrżałem kiedy poczułem między pośladkami zimną ciecz.
- Tommy, nie! - krzyknąłem, ale mój głos został stłumiony przez jego rękę, która lekko zaciskał.
- Cii... Chcesz tego... - wycharczał znów tym gardłowym głosem. Pokręciłem głową na 'Nie'. Próbowałem zaprzeć go nogami, ale nie udało mi się... Chwilę później był już we mnie i poruszał się miarowo.
Natychmiast przestałem się wiercisz i wierzgać. Przestalem walczyć i go odpychać. Rozsunąłem szeroko nogi przyciagając je do brzucha. Ręce opadły mi luźno wokół głowy. Sam nie poruszałem się w ogóle, to Tommy wprawiał delikatnie moje ciało w ruch, kiedy we mnie wchodził, posuwałem się lekko w górę.
Było bosko, cudownie, patrzylismy na siebie bez przerwy. Ja z lekko rozchylonymi ustami, półprzymknietymi oczami wzdychałem za każdym razem. Był delikatny, czuły, nie grzmocił mnie jak dziki zwierz. Poruszał się delikatnie jakby bał się zrobić mi krzywdę.
W następnej chwili zaczał namiętnie calowac moje ciało tak jak mógł sięgnąc z tej pozycji. Zaczął od sutków, przeszedł na obojczyki, a potem długo troszczył się o moją szyję, z każdej strony. Wiedział, że uwielbiam kiedy całuje w ten sposób skóre na mojej szyi. Zaczał przyspieszać i robił się coraz gwałtowniejszy. Jęczałem już i stękałem głośno. W pewnym momencie chwyciłem go za kark i przyciągnąłem do siebie, żeby go pocałowac. I całowaliśmy sie. Mocno, aż do samego końca. Zakończyliśmy prawie w tym samym momecie, z głośnym okrzykiem.
Czułem jak wracam do zycia.